Nie ma przepisu na idealny efekt ostateczny - Wywiad z Jarosławem Boberkiem
- 2010-02-04 @ 21:18

Komentarze pod zamieszczonym dwa tygodnie temu wywiadem mocno nas zmotywowały. Szczególnie ten ostatni, którego nasmarował Sped. Wywiad z Jarosławem Boberkiem lub Piotrem Fronczewskim? W pierwszej chwili parsknąłem śmiechem bo nie miałem pojęcia jak to ugryźć ale pomysł mi się spodobał. Mike, który zwykle siedzi obok podniósł wzrok, nacisnął pauzę na Xboksowym padzie i odburknął: “Mówisz i masz…”. Chwycił za telefon, skrobnął kilka maili i wiecie co…? Życzenie zostało spełnione :) Specjalnie dla Was, czytelników dubscore.pl, wywiad z legendą polskiego dubbingu, Jarosławem Boberkiem
Jak wygląda dzień z życia Jarosława Boberka, w czasie gdy trwają nagrania dubbingu do gry?
Jarosław Boberek wstaje “rano”, po lepiej lub gorzej przespanej nocy, oddaje sie zwyczajowym porannym czynnościom, następnie odpala auto i udaje sie do studia nagraniowego, na godzinę, na którą się wcześniej umówił. Tam po krótkiej rozmowie z reżyserem i realizatorem dźwięku (ale nie tylko), bierze się do pracy. Po chwilach pełnych uniesień, radości i wzruszeń wraz z reżyserem i realizatorem dźwięku (niekiedy uczestniczy w tym kierownik produkcji) padają sobie w objęcia, by podziękować za wspólnie spędzony czas. Potem wszyscy, bardziej lub mniej zadowoleni udają się do swoich kolejnych obowiązków. Czyli, jak widać, nic szczególnego..
Czy w życiu zdarza się Panu czasem zmieniać głos (jakoś grać głosem) w zależności od sytuacji w jakiej się Pan znajduje? Ot tak, dla zabawy, dla poprawienia humoru kasjerka w sklepie nagle słyszy Króla Juliana… :)
Nie, nie.. jeszcze raz nie! Nie zwykłem wynosić pracy swej na ulicę :) To tak jakby chirurg próbował przyciąć pacjenta gdzieś na mieście. Poza tym dziwnie odbierałbym kolesia, który jak małpa popisuje się przed ludźmi. Czasem dzieci (ale nie tylko) proszą mnie bym coś zakwakał, czy zagulgotał no i wtedy, choć niechętnie, spełniam te życzenia.
Czy nie odnosi Pan wrażenia, że znaczna ilość osób zna Pana tylko i wyłącznie z roli Posterunkowego z “Rodziny zastępczej”? Jeśli tak, to czy w jakiś sposób to Pana dręczy, nurtuje?
Można odnieść takie wrażenie, bo oczywistym jest, że to okienko, które prawie każdy ma w domu, daje tę, tzw. “popularność”, a serial gości na ekranach od ponad 10 lat. Jednak miło mi jest gdy okazuje sie, że spotkana osoba wyraża swój entuzjazm z powodu wcześniejszej wizyty w teatrze, gdzie również pracuję. Ale posterunkowego lubię i ogromnie cenię sobie przygodę z “Rodziną zastępczą”, dlatego też nie mam problemu z tym, że ktoś od czasu do czasu “wyzywa” mnie od posterunkowych ;)
Dla graczy – chociażby Nathan Drake. Dla serialowych maniaków – Posterunkowy. Dla innych – Kaczor Donald. Dubbing filmowy, “growy”, plan filmowy czy może gra na deskach teatru? W jakiej roli czuje się Pan najlepiej?
Lubię swoją pracę, lubię aktywność, lubię jak się pali, wali, lubię wyzwania. Tym samym spełniam się i realizuję na różnych polach uprawiając zawód aktora. Satysfakcję można czerpać z każdej pracy, jeśli nie robi się czegoś wbrew sobie, a ja staram się by tak było. Lubię dubbing, lubię film, lubię teatr. Z żadnej z tych dziedzin nie chciałbym rezygnować, tym samym nie chciałbym żadnej wyróżnić. Są nieporównywalne i dostarczają innych doświadczeń i innych doznań. Że się powtórzę – lubię swoją pracę.
Słuchając polskiego dubbingu w grach można odnieść wrażenie, że niektórzy z aktorów po prostu czytają tekst, który dostaną do nagrania. Bez większych emocji. Pan zawsze potrafi tchnąć duszę w postać, nadać jej szczególny, niepowtarzalny charakter. Jak to się robi? Da się tego nauczyć, czy trzeba się z tym urodzić?
Nie wiem jak to się robi. Nie ma przepisu na idealny efekt ostateczny. Gdyby był to aktorzy nie byliby potrzebni. Wystarczyłoby się odnieść do jakiejś wypróbowanej receptury, połączyć składniki i efekt murowany. To jest wielka tajemnica, tu potrzeba i doświadczenia, i talentu, i szczęścia, i intuicji, i wystąpienia pewnych okoliczności, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. A ja? Ja po prostu staram się najlepiej jak umiem, a jak to wychodzi to już widzowie ocenią.
Gier, kreskówek i filmów, w których podkładał Pan głos nie sposób zliczyć. Prowadzi Pan jakieś statystyki? :)
Nie, po co? To się bałwochwalstwo nazywa…łoby.
Czy zdarzyło się Panu kiedykolwiek podkładać głos pod dwie postaci, które na pewnym etapie gry/filmu/kreskówki prowadziły ze sobą rozmowę? Innymi słowy, czy Jarosław Boberek rozmawiał kiedykolwiek ze samym sobą? W Gothicu wiele nie brakowało… A może czegoś nie dosłyszeliśmy?
Oczywiście że tak. Jest mnóstwo gier, gdzie występuje taka mnogość postaci, że jeden aktor użycza głosu dla kilku czy nawet kilkunastu. Tym samym bywa tak, że Pan X czy Pani Y gadają sami ze sobą. Przy pewnej charakterystyczności głosu jest to możliwe, a jak jest dobrze zrobione to nie powinno boleć. Grałem kiedyś w filmie animowanym postać, która miała siedem głów. Robiąc polską wersję mieliśmy “ambicje” by każda głowa miała inny głos, i był przy tym niezły ubaw, zwłaszcza że głowy wspólnie mówiły jedno zdanie: np. pierwsza je zaczynała, czwarta kontynuowała…a któraś tam kończyła. Bywają też takie sytuacje gdzie z założenia jeden aktor gra wszystkie postaci, ale to przecież wiecie.
Była gra, której miał Pan serdecznie dosyć po nagraniu? Jakaś koszmarna chała? A może coś strasznie wyczerpującego?
Nie, występują czasem przesilenia, zmęczenie materiałem, ale to najczęściej efekt braku higieny pracy, kiedy czasu jest mało, a terminy gonią. Którąś z wersji gry “Colin McRae Rally” nagrałem w czasie jednej, wielogodzinnej sesji. Kiedy skończyłem i wyszedłem na świat nie bardzo wiedziałem jak się nazywam i miałem wrażenie, że jeżeli się teraz odezwę, to już tylko komendą pilota rajdowego.
Czy odczuwał pan kiedykolwiek po nagraniach, że coś można było zrobić lepiej, coś zagrać inaczej?
Zawsze to odczuwam, ale myślę że lepszy niedosyt niż przesyt.
Gracze zwykle legitymują się jakimiś zmyślnymi ksywkami. Jak to jest w Pana przypadku. Udało się nam przekopać przez otchłanie Internetu i znaleźć całkiem ciekawe plotki na ten temat. “Pan Bo”, jak mówi Piotr Fronczewski czy jak gdzieś wyczytaliśmy “Bóbr”? A może jeszcze inaczej?
Tak, to prawda, Piotr Fronczewski jest autorem ksywki Pan Bo. Zamiennie używa też Bobo i obie bardzo lubię. Mój przyjaciel często zwraca się do mnie Bobson lub Bobciu, kiedyś byłem też Briniem, ale to bardzo dawne czasy. Cóż, moje nazwisko, jest jak ksywka, więc często się używa, a niekiedy nadużywa tej ksywki. I oczywiście w użyciu są wszelkie pochodne jak: Bóbr, Bober.
Co trzeba zrobić, żeby dostać pracę przy dubbingu w grze? Są castingi, czy aktorów się zaprasza?
Są i castingi, i aktorów się zaprasza. w zależności od ważności, wielkości roli tudzież upodobań (zamówień) dystrybutora. I na ogół odbywa się to właśnie w gronie aktorów, ale nie zawsze. Patrz np. Krzysztof Hołowczyc czy Martyna Wojciechowska.
Jedną z ostatnich większych polonizacji, w których brał Pan udział, była gra Uncharted 2: Among Thieves. Gracze przyjęli ją bardzo entuzjastycznie i dla wielu jest to w pewnym sensie wyznacznik jakości w dubbingu w grach obecnej generacji. Pan też to tak odczuwa?
Nie wiem czy jest to wyznacznik jakości w dubbingu gier, bo nie jestem w tej dziedzinie specjalistą, ale skoro się zrobiło tyle zamieszania wokół tej gry i to takiego pozytywnego, przychylnego, to chyba dobrze, to znaczy że twórcom polskiej wersji się udało, że bomby w celu. Nie jestem zapalonym graczem, ale miałem przyjemność, tak właśnie – przyjemność, grać w grę Uncharted 2 i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Świetny pomysł i świetna jego realizacja. I że mogliśmy dołożyć do tego swoją małą cegiełkę to ogromna frajda i zaszczyt.
Grając w Uncharted 2, mieliśmy wrażenie, że mnóstwo tam stękania i pojękiwania. Ciężko nagrywa się coś takiego?
Nie, raczej nie, choć zgodzę się z tym, że czasem może to brzmieć nienaturalnie. My nagrywamy to statycznie, nieruchomo przed mikrofonem, więc cały “ruch” trzeba udawać. Wersja oryginalna powstawała w zupełnie innych warunkach. W hali zdjęciowej, aktorzy w specjalnych kombinezonach, od stóp do głów w czujnikach ruchu, omikrofonowani, naprawdę skakali, naprawdę biegali, naprawdę zmagali się ze sobą, w specjalnie zaaranżowaniej przestrzeni. Jak więc widać, z tym “stękaniem” mieli dużo łatwiej. Potem, do tych sekwencji filmowych graficy tworzyli obraz komputerowy. No a dalej, efekty dźwiękowe, budowanie przestrzeni (nie tylko obrazem, ale i dźwiękiem), pogłosy, instrumenty, nastroje… Wobec ogromu pracy jaki twórcy włożyli w powstanie gry, stworzenie kolejnej wersji językowej jest tylko małym elemencikiem tej wielkiej układanki. Trzeba było tylko uważać, żeby nie zepsuć im tej zabawki.
Czy znał Pan kontekst dubbingowanych scen w Uncharted 2?
Szczerze powiedziawszy w bardzo niewielkim procencie. Raczej przeczuwałem i domyślałem się kontekstu niż go znałem, ale oryginał był na tyle inspirujący że nie było to takie trudne. W przypadku gier komputerowych, niestety materiały docierają do nas niechronologicznie, do tego dochodzą często zmieniające się wersje tekstu, więc czasem można się pogubić. Dlatego takim dobrym drogowskazem i busolą jest oryginał i oczywiście Pan reżyser.
Tamir w Assassin’s Creed, Magister w Wiedźminie, Drake w Uncharted 2. Dlaczego nie Komandor Shepard w Mass Effect 2?
To takie pytanie trochę do Pana Boga, niezbadane są wyroki boskie, ale i ziemskie też. A poza tym Boberek nie nadaje się do każdej roli.
Na filmikach, które pojawiły się ostatnio w sieci przy okazji konkursu God of War III, ciągle gdzieś się tam Pan przewija :) W GoW III także voice-acting czy reżyseria dźwięku?
Powiedzmy, że pomagałem przy realizacji konkursu.;)
Szykuje się jakiś hicior z Panem w roli głównej, o którym jeszcze branża nie ma pojęcia? Mówię tu oczywiście o grach.
Brałem ostatnio udział w jednej z gier, w charakterze reżysera, a czy będzie to hicior, to czas pokaże. Niestety tytułu nie zdradzę, bo nie jestem do tego upoważniony. Ale jak znam życie, to macie swoich szpiegów i pewnie już wiecie.
Naszym zdaniem, gdy kiedyś Jarosław Boberek powie “stop”, to będzie to oznaczać koniec pewnej ery w polskim dubbingu. Mamy nadzieję, że nieprędko przejdzie Pan na emeryturę i absolutnie nie mamy zamiaru Pana na nią odsyłać. Mimo wszystko, myślał Pan kiedyś o tym?
Z tym ewentualnym końcem ery to bym nie przesadzał. A emerytura???? A po co? Jeszcze tak krótkie życie na prukanie w fotel tracić?
Dziękujemy bardzo za wywiad.
Komentarze