RAGE - DubRecenzja
- 2011-10-18 @ 15:37
Gdy wydawało się, że rok 2011 już niczym pod względem nas nie zaskoczy, Cenega rozpoczęła lokalizacyjną krucjatę. W ciągu zaledwie kilkunastu dni dowiedzieliśmy się o dubbingach do „Twierdzy 3”, „Orcs Must Die! Śmierć orkom!” i „Skyrim”, jednak informacja o polskiej wersji najnowszej produkcji id Software przeszła bez echa. Czyżby dubbing do najmłodszego dziecka twórców „ojca wszystkich FPS-ów” był tak słaby, że firma wolała się nim nie chwalić?
Na samym początku warto zauważyć, że „Rage”, w odróżnieniu od wcześniejszych gier studia, nie jest tylko prostym shooterem (chociaż strzelanie jest w nim najważniejsze), ale ma erpegowe zacięcie. Gracz otrzymuje do dyspozycji niewielki, ale (w miarę) otwarty świat, możliwość wykonywania zadań pobocznych, a niemal każda napotkana postać niezależna ma coś do powiedzenia – jeśli nie przy pierwszym spotkaniu, to przy kolejnym. Mamy nawet dziennik misji, ekwipunek, zabrakło jednak rozwoju postaci i broni, a także nieliniowej fabuły i możliwości wyboru dialogów. Tym niemniej ilość postaci niezależnych jak na shooter jest duża, więc studio odpowiedzialne za dubbing miało co robić. Można nawet powiedzieć, że „Rage” to taki ubogi krewny „Fallout 3”.
Ocena polskiej wersji „Rage” nie jest łatwa. Niewiele różni się ona od oryginalnej, która z całą pewnością nie powala poziomem voice actingu. Studiu odpowiedzialnemu za polski dubbing być może udałoby się uczynić ją pod pewnymi względami lepszą, gdyby nie musiało pracować „w ciemno”, bazując jedynie na oryginalnych dialogach. Przykładowo niejaki Durar „DR” Hagar, sympatyczny starszy grubasek, przemawiał głosem zdecydowanie zbyt młodym jak na wygląd tej postaci, dodatkowo jego wypowiedzi były bardzo luźne. Początkowo myślałem, że to ewidentny błąd Polaków, którzy oryginalnego starszego aktora zastąpili młodszym, ale nic z tych rzeczy. Podczas porównywania wersji polskiej z oryginalną okazało się, że obsadzono w tej roli aktora i tak nim pokierowano, aby jak najbardziej przypominał on oryginalny głos.
W późniejszych etapach przestałem już w ogóle zwracać uwagę na starsze osoby mówiące nieodpowiednimi dla ich wieku głosami. Polakom udało się jednak zaliczyć wpadkę nieobecną w angielskiej wersji, a związaną z czarnoskórymi bohaterami – Danem Hagarem i mechanikiem Mickiem. Wiadomo, że trudno w Polsce o ściągnięcie do studia dubbingowego Murzyna, aby głos postaci nie brzmiał sztucznie, ale można było przynajmniej postarać się o kogoś posiadającego w miarę zbliżoną barwę głosu. Krzysztof Zakrzewski w roli Hagara niestety wypada mało przekonująco, a jak dotąd jedynym Polakiem znośnie dubbingującym Murzyna pozostaje dla mnie Mikołaj Klimek (Jacob Taylor z „Mass Effect 2”).
Sporym mankamentem polskiej wersji jest zbyt duża powtarzalność głosów. Podczas zabawy spotkałem kilkadziesiąt postaci niezależnych, ale przypuszczam, że dubbingowało je nie więcej niż piętnaście, może dwadzieścia osób. Co prawda obyło się bez sytuacji, w których dwie postaci rozmawiają głosem tego samego aktora bądź gdy skończywszy rozmowę z Postacią X podszedłem do Postaci Y i w obydwu przypadkach usłyszałem Aktora Z, jednak biorąc pod uwagę stosunkowo niewielki świat i niedługi czas potrzebny na ukończenie gry rozmawianie z Tomaszem Marzeckim co kilkadziesiąt metrów dawało się we znaki.
O ile jednak w przypadku postaci niezależnych było to do przełknięcia, o tyle strzelając do mięsa armatniego miałem wrażenie, że biorę udział w wojnie klonów. Nie dość, że wszyscy przeciwnicy z jednego gangu wyglądają niemal identycznie, to jeszcze przemawiają głosem tego samego aktora, zaś różnorodność ich komentarzy kiedyś się wyczerpuje. Walka z armią przykładowo Mirosława Zbrojewicza (gang Straconych) potrafiła być myląca, gdy niemalże w tym samym momencie jeden Zbrojewicz krzyczy „O k***a, trafił mnie!”, drugi „Wycofać się!”, a trzeci „Granatem go!”
Abstrahując jednak od powtarzalności głosów i momentami nietrafionego doboru obsady, aktorzy poradzili sobie nieźle. Nie było na szczęście momentów sprawiających, że budziłem się w nocy z krzykiem, z drugiej jednak zabrakło kreacji, które zapamiętałbym na dłużej. Jedyne postaci, które trochę wybiły się ponad przeciętność, to lekko zwariowany doktor Kvasir (Tomasz Marzecki), kapitan Marshall i prowadzący firmę kurierską Stanley.
Obronną ręką wyszli również aktorzy-klony dubbingujący żołnierzy – chociaż ich kwestie składały się z góra kilku słów, były trudniejsze do zdubbingowania, ponieważ należało je wykrzyczeć. Co prawda momentami studyjność okrzyków jest zauważalna, ale w ogólnym rozrachunku sprawdzały się dobrze. Tym bardziej, że w okrzykach bitewnych zawarto około dziewięćdziesięciu pięciu procent wszystkich przekleństw użytych w dubbingu. Krzyki dobierane są losowo z dostępnej puli, ale czasem zdarza się tak, że w ciągu kilkunastu sekund gra odtwarza wszystkie te, które zawierają przekleństwa, więc na krótką chwilę można poczuć się jak w „Bad Company 2”.
Nie mam większych zarzutów pod względem tłumaczenia czy redakcji tekstu. Wszystko jest zrozumiałe i dobrze dostosowane do postaci, więc akurat pod tym względem polska wersja „Rage” nie ma się czego wstydzić. Co prawda z rzadka zdarzają się drobne potknięcia w edycji tekstu (nie jestem do końca przekonany, czy mówi się „Wyślij granat!”, jak robił to gang Ukrytych) czy literówki (ilekroć odpalałem zdalną bombę, u dołu ekranu pojawiał się pasek „siłą sygnału” zamiast „siła sygnału), ale są one tak sporadyczne, że można nawet nie zwrócić na nie uwagi. Pro forma dodam, że po zainstalowaniu łatki w menu grafiki pojawiają się nowe opcje, jednak nie zostały one przetłumaczone bądź zawierają błędy, stąd też możemy wybrać pomiędzy „MAłYM” lub „DUżYM” „texture cache”, tudzież „low” bądź „high” „anisotropic filter”.
Opracowanie techniczne również nie budzi większych zastrzeżeń, aczkolwiek sporadycznie zdarzało się, że kwestia którejś z postaci została urwana w pół słowa. W początkowej fazie gry częstą przypadłością aktorów było niestosowanie pauz – niektóre postaci mówiły tak szybko, że zaraz po zakończeniu jednego zdania rozpoczynała drugie. Wątpię, żeby doświadczeni aktorzy głosowi świadomie popełnili takie gafy – być może takie szybkie mówienie zostało wymuszone ograniczeniami czasowymi. Z drobniejszych potknięć można wspomnieć jeszcze niejakiego Aidena, który przy pierwszym spotkaniu mówi głosem Waldemara Barwińskiego, zaś przy kolejnym bodajże Zbrojewicza oraz nieprawidłową wymowę niektórych angielskich słów. Mężczyzna imieniem Juno był u nas [juno] zamiast [dżuno], słowo „mutant” w anglojęzycznym tytule programu „Mutant Bash TV” wymawiano po polsku, zaś dzięki buggy’emu w pewnym momencie przypomniał mi się „World in Conflict” – tam aktorzy na humvee naprzemiennie mówili [hamwi] i [humwi], tutaj – [bagi] i [bugi].
Dubbing do „Rage” na pewno nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii polskich lokalizacji gier, a spora w tym zasługa oryginału. Polacy zrobili wszystko, aby nasza wersja jak najbardziej przypominała angielską, co im się udało. Z jednej strony to dobrze, bo nie otrzymaliśmy gniota na miarę „Conflict: Denied Ops”, z drugiej źle, bo całość jest co najwyżej poprawna. Dubbing cierpi na pewne drobne przypadłości, a powtarzalność głosów może czasem dać się we znaki, ale prawdę mówiąc w miarę kolejnych postępów w grze można do tego przywyknąć – gra sama w sobie jest wciągająca, a przy okazji tak niedopracowana, że bardziej niż dubbing moją uwagę przykuwały wciąż doczytujące się tekstury oraz miodność płynąca z zabawy. Moim zdaniem „Rage” zasługuje na 3 w DubScore’owej skali, co w przypadku tej gry wcale nie jest niską oceną.
Komentarze