Najważniejsza jest pasja - wywiad z Grzegorzem Pawlakiem
- 2010-05-27 @ 12:28
Obiecywaliśmy, że będzie, więc jest. Specjalnie dla czytelników DubScore.pl przygotowaliśmy obszerny wywiad z Grzegorzem Pawlakiem. Tym razem zdecydowaliśmy się poruszyć także tematy dotyczące szeroko pojętego aktorskiego rzemiosła. Nie zabrakło oczywiście pytań o jakość polskiego dubbingu w grach, porozmawialiśmy również nieco o kondycji polskiego kina i aktorskich inspiracjach. Niektórzy czytelnicy na pewno zdołają wypatrzyć pytania, które zaproponowali mailowo kilka tygodni temu. Bardzo serdecznie zapraszamy wszystkich do lektury. Wierzcie mi, że warto!
Na początek pytanie zadawane przez nas wszystkim aktorom, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać, a mianowicie jak zaczęła się Pana przygoda z dubbingowaniem gier wideo? To zrządzenie losu, przypadek, czy może pchał się Pan do dubbingu w grach “drzwiami i oknami”? :)
Zacząłem pracować głosem około 1990 roku. Najpierw były reklamy, potem własna audycja w radiu, audycje na żywo, lektor w filmach (fabularnych, dokumentalnych), pierwsze próby dubbingowe i wreszcie gry. Nie, nie pchałem się “drzwiami i oknami”. Jakoś tak samo wyszło. Zaproszono mnie do nagrania. Sam jestem graczem, więc bardzo chętnie przyjąłem zaproszenie.
W jednym z wywiadów z Janem Englertem, który miałem okazje czytać, Jan Englert powiedział, że najgorsze co może przytrafić się aktorowi to uczucie spełnienia, postawił je na równi z wypaleniem zawodowym. Ma Pan jakiś swój aktorski/dubbingowy wzór do naśladowania? Kogoś, kogo grę aktorską/grę głosem ogląda bądź słucha Pan z zapartym tchem? Kogoś, kto sprawia, że cały czas chce się Pan aktorsko rozwijać?
Jeśli chodzi o wzór – to bardziej aktorski, niż dubbingowy. Zresztą wzór to chyba złe słowo. Ktoś, kogo bardzo szanuję, podziwiam. Jest kilku aktorów: Dustin Hoffman (całą seria filmów z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych – między innymi Nocny Kowboj, Nędzne Psy, Zwolnienie Warunkowe, Maratończyk, wreszcie Tootsie. W każdym z nich był inny, równie doskonały. Gary Oldman, Anthony Hopkins, Ryan Gosling, Edward Notron, a z pań oczywiście Meryl Streep. Jeśli chodzi o naszych, rodzimych twórców – są to przedstawiciele “starej szkoły”: Janusz Gajos, nieżyjący już Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek, czy zmarły kilka tygodni temu – miałem zaszczyt być jego kolegą – Maciej Kozłowski, a z pań – zawsze genialna Kinga Preiss – moja młodsza koleżanka z wrocławskiej uczelni. To zresztą trudne pytanie, bo gdyby powstawało więcej filmów z materiałem, w którym, scenariusz mógłby dać szansę na zagranie pełniejszych, głębszych postaci, i gdyby producentów było stać na większe ryzyko , na pewno ta lista byłaby dłuższa. Ale cóż, “Jakie Holywood, takie gwiazdy”. Łatwe, szybkie, “mydlano – operowe” pieniądze. Bo SERIALE to np. rewelacyjny “Pitbul” (byłby jeszcze bardziej, gdyby nie, jak zwykle, w większości polskich produkcji, traktowany po macoszemu dźwięk). I to nie jest wina dźwiękowców. Cóż – mam nadzieje, że to tylko “zasługa” “naszej młodej demokracji” i że ta sytuacja w końcu się zmieni. Są już pierwsze jaskółki :) Powstaje coraz więcej – moim zdaniem – dobrych filmów. W przeciągu ostatniego roku, dwóch ujrzały światło dzienne Dom Zły, czy Rewers. To chyba dobry znak.
Czy jest Pan aktorem, który do swojej pracy nie potrafi podejść bez odpowiedniego natchnienia i znalezienia jakiegoś źródła inspiracji, czy raczej traktuje Pan swój zawód bardziej jak rzemiosło?
Najważniejsza jest pasja, w moim przypadku ta pasja to po prostu zainteresowanie człowiekiem. I jest to studnia bez dna. Każda rola to “wejście w skórę nowej osoby”. A im więcej sam przeżyłem, im więcej zdobyłem doświadczeń, tym łatwiej tę “nową osobę” zrozumieć, “poczuć”. Jeśli już ją zrozumiem, wiem kim jest, szukam jej cech charakterystycznych (czasem jest to zaznaczone w scenariuszu, a czasem daję jej jakiś rys, który, moim zdaniem, bardziej ją określi) I tutaj jest potrzebne to tzw. rzemiosło. Bo cóż z tego, że “czuję” tę postać, tego człowieka, jeśli publiczność tego nie widzi i nie rozumie. Oglądają nas ludzie, i to dla nich gramy, im pokazujemy jakąś historię, przedstawiamy swojego bohatera. I wtedy przydaje się ten tzw. warsztat, czyli jak “przełożyć” na swoją fizyczność, swoja psychikę cechy swojego bohatera, żeby jak najpełniej go pokazać. Im lepiej znamy siebie i im bardziej rozumiemy, jakim jesteśmy “znakiem” na scenie, czy w filmie, tym większą mamy szansę na dobrą rolę. Dlatego, wracając do poprzedniego pytania, wzór do naśladowania nie może się – moim zdaniem – sprawdzić. Janusz Gajos jest tylko jeden. Każdy aktor jest inny, pracuje na SWOIM ciele, SWOIM głosie, SWOJEJ psychice. Można się od innych wiele nauczyć, ale jeśli nie “przepuści się” tej wiedzy przez siebie, można być tylko nieudolnym i śmiesznym naśladowcą. A swoja drogą, dlaczego to Nicolas Cage dostał Oscara za “Living Las Vegas”, a nie Janusz Gajos za “Żółty Szalik” – tego nie rozumiem. I nie chcę zrozumieć. Pewnie w Stanach, bardzo PATRIOTYCZNYCH, nikt, albo prawie nikt, o nim nie słyszał. Bo dla mnie to Gajos ma Oscara. I tutaj wolę się wydać śmieszny, ale, jak powiedział ktoś mądry : “Kto dla swojej idei nie jest w stanie znieść śmieszności, nie jest tej idei wart”. I już :)
Czy jako mały chłopiec myślał Pan kiedykolwiek, że będzie pracował przy dubbingu tak wielu projektów?
Nawet mi to przez myśl nie przeszło :)
Jeśli spojrzeć na Pana osiągnięcia w dziedzinie dubbingu (filmy animowane, bajki, gry) to lista jest imponująca. Pracę przy którym projekcie wspomina Pan najlepiej?
Tak się złożyło, że w dubbingu (tym „dużym, kinowym”) najlepiej wspominam pracę z nieodżałowaną Joasią Wizmur. Dlaczego tacy wspaniali ludzie, tak wcześnie odchodzą? Mój debiut na dużym, dubbingowym ekranie, czyli pingwin Skipper w Madagascarze i moja ostatnia praca z Joasią – Big Z – w Na Fali. No i moment kiedy dostałem Tygryska w Kubusiu Puchatku. Pierwsze odcinki tez nagrywałem z Joasią. Potem też było sporo fajnych przygód i dobrej zabawy: B.O.B w Potwory Kontra Obcy w reżyserii Eli Bednarek, czy Lissy Na Lodzie w Reżyserii Marka Robaczewskiego (Szwagier), Alicja w Krainie Czarów (Marcowy Zając) w reżyserii Wojtka Paszkowskiego, czy ostatnio, mała, ale bardzo ciekawa postać Lorda Gray’a (Niania i Wielkie Bum w reżyserii Ani Apostolakis). Jeśli chodzi o grę to przeżyłem bardzo ciekawa przygodę – Heavy Rain, grę w reżyserii Cezarego Morawskiego.
Czy zdarzyło się Panu kiedykolwiek odmówić pracy przy dubbingu jakiegoś filmu animowanego lub gry?
Owszem, ale tylko dlatego, że właśnie byłem na wakacjach :)
Jaka część pracy aktora daje panu najwięcej przyjemności i satysfakcji? Gra na planie filmowym/serialowym, gra na deskach teatru, czy może nagrania w studio dubbingowym?
To zupełnie inne “poetyki”. Dwie rzeczy, a właściwie trzy, jak dotąd, dają mi wielka przyjemność w pracy. Teatr, dubbing i reżyseria dubbingu. Tam mam szansę na skupienie. W teatrze, bo mam miesiąc, czasem nawet trzy miesiące czasu na budowę roli, rozmowy, zmiany, rozwój. Bardzo ważna jest dla mnie atmosfera pracy. Świadomość, że wszyscy dają z siebie wszystko. Pracujemy na wspólny cel. Wiadomo, że w jednym spektaklu rola, którą gram, jest mi bliższa, z tego, lub innego powodu, ale w kolejnym może mnie kosztować więcej pracy, ale być mniej doceniona. To normalne. W dubbingu, z kolei, pracujemy indywidualnie, to też daje nam szansę na skupienie i stworzenie dobrej roli. Reżyseria dubbingu. Bycie „z drugiej strony”. Uwielbiam, kiedy już odsłuchujemy z realizatorem jakąś partię materiału, gdzie postaci mogą już ze sobą “gadać”. I GADAJĄ. To także praca, w której mam możliwość stykać się z wieloma doskonałymi aktorami, kolegami po fachu i mam szansę obserwować ich w pracy, rozwijać się i uczyć. Wkrótce premiera “Toy Story 3”, filmu, który miałem przyjemność reżyserować. Bardzo dziękuję kolegom aktorom, bo to była wielka radość pracować z nimi, I mam nadzieję, że udało nam się zrobić “fajne kino”. Przy okazji – zapraszam. Oficjalna premiera 18 czerwca. Ale, wracając do tematu: zarówno w teatrze, jak i w dubbingu jest mniej elementów, które składają się na ostateczny rezultat. Mniejsze koszty mogą go zapewnić. Dlaczego wspomniałem o elementach i kosztach? Ano dlatego, że wolę tę pracę niż np. serial, czy film. Tam liczba tych elementów (zmiana planów filmowych – lokacji, dokumentacji, liczba osób biorących udział w projekcie) jest zdecydowanie większa, trudniejsza do ogarnięcia, kosztowniejsza. Oczywiście, że chciałbym zagrać wspaniałą, niezapomniana rolę w dobrym filmie fabularnym. I nie ukrywam, że to jedno z moich marzeń, ale rzeczywistość na większości naszych planów filmowych i serialowych wygląda źle. Pośpiech, łatwość, bylejakość ciągle jeszcze wygrywają. Wiadomo, że to są olbrzymie koszty, że miało świecić słońce, a pada deszcz, że trzeba oszczędzać, ale to wszystko odbija się na jakości. I oczywiście kwestia pieniędzy. Podobno, kiedy w filmie “Helikopter w Ogniu” nie wyszła kluczowa scena katastrofy śmigłowca, Sławomir Idziak zażyczył sobie “dubla”. To był BARDZO drogi dubel. Na tyle drogi, że zrealizowano go dopiero po kilku miesiącach. Ale zrealizowano. Nasze kino nie jest tak bogate, ale ma szanse obronić się charakterem i pomysłem. Ale cel, jakim jest jakość, począwszy od gry aktorów, pracy oświetleniowców, kostiumologów, dźwiękowców itd. musi być nadrzędna. I w Polsce są tacy fachowcy, ale i tu się powtórzę “Jakie Hollywood, takie gwiazdy”. Producenci. I pieniądze, pieniądze, pieniądze. Trzeba dać ludziom warunki pracy, a powstaną wspaniałe filmy.
Nurtuje mnie ostatnimi czasy jedna kwestia. Dlaczego filmy animowane z polskim dubbingiem ogląda i słucha się rewelacyjnie, a w grach ten polski dubbing kuleje. Czasem mocno kuleje. Czy praca przy dubbingowaniu gier i filmów różni się aż tak bardzo czy to może niektórzy aktorzy do dubbingu gier podchodzą trochę lekceważąco i traktują go drugorzędnie?
Aktorzy z całą pewnością nie podchodzą do tej pracy “po macoszemu”, a praca przy dubbingowaniu gier rzeczywiście różni się od tej “filmowej”.
Cały czas słychać głosy graczy, którzy narzekają na jakość polskich wersji językowych gier. Zarzuca się nagranym dialogom sztuczność, bezpłciowość, mówi się, że dialogi nie są odpowiednio zagrane, jakby danego delikwenta zamknięto w ciemnym pomieszczeniu z mikrofonem i kazano przeczytać to co mu wcześniej wydrukowano na kartce. Co pana zdaniem jest powodem takiego stanu rzeczy?
Powód jest prosty. Kiedy dubbingujemy film, możemy obejrzeć go, choćby w czarno – białej, niegotowej wersji, a jeśli nie cały, to przynajmniej sceny, w których gramy. Z prostej przyczyny. Filmy są, przed premierą, naprawdę dobrze zabezpieczane przed ewentualnymi, pirackimi zakusami. Reżyser ma szansę obejrzeć go w całości. Gdyby tak mogło być w grach. Gdybyśmy mogli dobrze poczuć klimat gry, gdybyśmy mogli ja przejść, albo przynajmniej, obejrzeć, jak ktoś ja przechodzi. Choćby fragment. Najczęściej mamy tylko o grze jakieś tzw. “ogólne pojecie”. I nie jest to na pewno wina aktorów. Chociaż najłatwiej na nich cała winę “zwalić”, a oni są przecież tylko ostatnim, choć najbardziej “słyszalnym” ogniwem.
Teraz pytanie, które ostatnio pojawia się coraz częściej. W jakim stopniu aktorzy dubbingowi znają kontekst dubbingowanych kwestii? Mam tu na myśli oczywiście dubbing w grach. Czy wiedzą jak dubbingowana przez nich postać wygląda, znają jej charakter? A może bazuje się tylko i wyłącznie na angielskich odpowiednikach nagranych kwestii dialogowych?
Zdarza się czasem, że mamy szansę zobaczyć, jak dana postać wygląda, obejrzeć jakieś demo, poznać głosy aktorów w wersji oryginalnej. I już. Uważam, że jest na to sposób. Na potrzeby dubbingu (lokalizacji) producenci gier powinni tworzyć specjalne dema, pod kątem granej postaci. Zarys fabuły, wygląd, sposób poruszania się, charakter rozgrywki, klimat gry, najważniejsze relacje z innymi bohaterami, zasady “klawiszologii”. Gdyby każdy z aktorów dostał takie demo, pracowałoby się inaczej. Wyjątkiem był Wiedźmin, gdzie twórcy i reżyser (Elżbieta Bednarek) siedzieli na sali i wiedzieli o grze, a dzięki nim, my, wszystko. Podobne doświadczenie zdarzyło mi się przy okazji pracy nad Heavy Rain. Oczywiście z tą różnicą, że to nie jest polska gra i w związku z tym na sali nie było jej twórców :)
Woli Pan dubbingować wojowników przyodzianych w lśniące zbroje, walczących o porządek i respektowanie rycerskich ideałów czy raczej czarne charaktery trudniące się szemranymi interesami?
Nie wyróżniam żadnej z nich, ważne, żeby była ciekawa, nie „papierowa”.
Jakie wrażenia wyniósł Pan z pracy przy dubbingu Heavy Rain? Scott Shelby to postać specyficzna. Czy dubbingując postać Shelby’ego spodziewał się Pan, że tak potoczą się losy prywatnego detektywa?
Na początek bardzo się ucieszyłem z propozycji. To w końcu bardzo dobra gra, a i przełom w sposobie rozgrywki, podejścia do fabuły, sterowania postacią. Interaktywny film. Wyzwanie. No i niejednoznaczna, „połamana”, bardzo ciekawa postać. I mnóstwo “cienkości” do zagrania. Nic wprost. Reasumując: “Lodzio – Miodzio, Panowie, lodzio – miodzio” :) I nie zawiodłem się. Praca była wspaniała, z pasją. Koledzy w studio PRL wiedzieli o grze tyle, że pracowało się ze świadomością, iż powstaje coś ważnego, nowego, innego. Krótko mówiąc, to, co lubię najbardziej, była szansa, żeby rozwinąć skrzydła. A czy mi się udało? Ocena nie należy do mnie :)
Niech nam Pan wierzy – udało się :) Pozostańmy jeszcze na chwilę przy Heavy Rain. Czy miał Pan okazję zagrać w HR? Jeśli tak, to jak podoba się Panu taki interaktywny film? To coś bardziej wciągającego niż bierne wpatrywanie się w kinowy ekran, lub klasyczna “growa” rozwałka, czy konieczność dokonywania tego rodzaju wyborów moralnych to jednak niezbyt ciekawa rzecz?
Kupiłem grę, rozpakowałem i… na razie tyle. Stwierdziłem, ze muszę mieć więcej czasu. Nie chcę grać w Heavy Rain “po łebkach”. Mam na razie mnóstwo pracy. Zasiądę do niej na pewno w wakacje. A odpowiadając na drugie pytanie, na pewno wole taką grę, od bezmyślnego strzelania do wszystkiego, co się rusza, chociaż, kiedy chcę się “odmóżdżyć” – również i strzelaniem nie gardzę :)
Niedawno CD Projekt na oficjalnej konferencji w Warszawie zaprezentował graczom drugą część Wiedźmina. W „jedynce” dubbingował Pan kilka postaci. Czy będziemy mogli usłyszeć Pana głos również w Wiedźminie 2?
Póki co, nic mi o tym nie wiadomo.
Czy pracuje Pan obecnie przy dubbingu jakiejś gry, bądź wkrótce zacznie nagrania? Może zechciałby Pan uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić jakie to tytuły?
Tak, pojutrze czeka mnie God of War: Duch Sparty w reżyserii Jarka Boberka, ale dopadła mnie angina i gorączka, więc nie wiem, jak to będzie :)
Jaki jest Pana stosunek do gier? To mało interesująca rozrywka dla nastolatków czy może coś ambitniejszego. Gry, przy dubbingu których miał Pan okazję pracować to tytuły z najwyższej półki jeśli chodzi o „dorosłość” scenariusza (Wiedźmin, Dragon Age: Początek, Heavy Rain).
Uważam, że, jak wszystko, tak i gry są “dla ludzi”. Rozwijają refleks, logiczne myślenie, w niektórych wypadkach uczą (znajomości historii, gospodarki, logistyki) Dobrze użyte są pożyteczne. No i spełniają przede wszystkim najważniejszą funkcje – dostarczają potężnej dawki rozrywki. Ja sam grałem od momentu, kiedy tylko stałem się posiadaczem komputera. Zawalałem noce, byłem, można powiedzieć, maniakiem :) Może to niezbyt wychowawcze, ale w końcu mam mówić prawdę i tylko prawdę :)
Miłogost Reczek zdradził nam, że zdarza mu się spędzić nieco czasu grając w Age of Empires. Grzegorz Pawlak również w wolnych chwilach pogrywa na konsoli/komputerze? Jeśli tak to jaki gatunek gier lubi Pan najbardziej?
Lubię sobie postrzelać (Unreal – cała trylogia). Kiedyś grałem w sieci i nie byłem najgorszy :) Call of Duty… Oj, był moment (połowa lat dziewięćdziesiątych), że chyba nie było strzelanki, której bym przynajmniej nie “posmakował”. A dzisiaj na półce stoi parę gier, które zaledwie tknąłem, jak np. Bioshock. Jestem wielkim miłośnikiem Fify. PES jakos nie :) Nie mogę się jakoś przekonać, chociaż mój chrześniak odsądza mnie od czci i wiary :) Lubię pościgać się samochodami (wszystkie części NFS i Colina). Mam tez konsole (PS2 i PS3). Tam lubię się czasami “ponaparzać” (Fight Night, czy Tekken). Lubię też arkadowe, samolotowe pojedynki (za symulatorami nie przepadam). A na PS3 mam, ale jeszcze nie ruszyłem GTA 4, no i Heavy Rain. Wiem, wiem… Wstyd, ale się poprawię :)
Czy ma Pan jakąś swoją ulubioną postać z gry, która nie została jeszcze spolszczona, a w którą chciałby się Pan wcielić?
Na razie nie, ale mam nadzieję, ze się pojawi.
Bardzo dziękujemy za rozmowę.
Pozdrawiam wszystkich graczy, mając nadzieję, ze poziom artystyczny w dubbingu gier będzie wkrótce na poziomie, który zadowoli większość graczy. I pamiętajcie, my, aktorzy, jesteśmy tylko częścią wielkiego procesu produkcji. ZAWSZE staramy się wykonać nasza pracę jak najlepiej i jeśli tylko dostaniemy na to szansę, efekty pojawią sie same. A póki co życzę dobrej zabawy. I oby nic wam jej nie psuło!!!!
Komentarze